Tenga Flip 

Niepozorny ten drań

Tenga Flip 0 EV to zdecydowanie arcymistrz niepozorności – gdybym doskonale nie znał jego przeznaczenia w momencie rozpakowywania paczki, zapewne spędziłbym dość długie godziny na głowieniu się, co to jest, do czego służy i dlaczego mam dziwne skojarzenia z gofrownicą, do której pewnych części ciała na pewno bym nie wsadził (zabolało na samą myśl). Ba, przy odrobinie szczęścia wymyślisz nawet jakąś wiarygodną bajkę na wypadek znalezienia swojej zabawki przez osobę mało pożądaną – w przypadku konkurencyjnych modeli byłoby trochę trudniej o usprawiedliwienie.

Pierwsze uruchomienie – na sucho i bez zawartości. Ot, tak z czystej ciekawości, czego mogę się w ogóle spodziewać po tym draniu. No i jest ciekawie – wibracje porządne, może rąk ci nie urwie, ale twój mały przyjaciel na pewno będzie miał swoje osobiste rodeo. No ale dobra, od początku, nie uprzedzajmy faktów, nie?

Pudełko – pokochasz je

Szybki rzut oka na zawartość przesyłki i w sumie widzimy standard – urządzenie, instrukcja obsługi, kabel USB do ładowania i 2 próbki balsamu „HOLE” (czyli po prostu lubryfikantu, tradycyjnie zaopatrz się w większy zapas, jeśli chcesz sobie poużywać). Trzeba jednak cholernie docenić producenta za samo pudełko – eleganckie, w nietypowym kształcie (klosz lub dzwon, jak kto woli), jeśli akurat masz lepszy schowek na swoje zabawki, to z pewnością posłuży ci w mniej perwersyjnych celach, bo można tam trzymać sporo pierdół, które mają tendencję do samoistnego gubienia się. Fajna rzecz, nie wywalaj opakowania, bo jeszcze ci posłuży.

No dobra, czas na pierwsze użytkowanie! I tutaj muszę przyznać, że w tym momencie chyba lepiej zrozumiałem paradoks Schrödingera – w jaki sposób obiekt może jednocześnie przyjmować dwa różne stany. Otóż ja byłem oczarowany i rozczarowany zarazem! Co gorsza, ten stan rzeczy jest jednocześnie i dobrą, i złą rzeczą! Już wyjaśniam.

Doświadczenia związane z użytkowaniem TENGA Flip Zero EV są dość nietypowe w stosunku do konkurencyjnych zabawek – te, chociaż mają bardzo podobne zadanie dostarczenia maksimum rozrywki, opierają się na trochę innej zasadzie działania niż recenzowany gadżet. Zazwyczaj do czynienia mamy z pierścieniami lub innymi symetrycznymi elementami, które mają za zadanie nas obsłużyć – TENGA od wewnątrz prezentuje się trochę bardziej chaotycznie, ale w praktyce… to cholerna zaleta! Przecież dobrze wiesz, że kobiece wnętrze nie jest idealnie gładkie i proste, a chcesz sobie w szybki i przyjemny sposób zapewnić właśnie uczucie, jakbyś co najmniej zajmował się gorącą kocicą, prawda?

Wnętrze, choć prezentuje się, jak już wspominałem, nietypowo w odniesieniu do innych produktów tego typu, w praktyce jest bardzo miłe w użyciu – wibracje sprawią, że będziesz mógł śmiało dodać do swoich zabaw odrobinę wyobraźni i różnica między używaniem Flip Zero a normalnym seksem będzie niezauważalna… o ile zamkniesz oczy i pozwolisz, by mózg podsunął ci obraz gorącej, nagiej laski przed tobą.

Na początku użytkowania możesz być jednak rozczarowany, bo to co robi TENGA Flip Zero EV z twoim fiutem to właściwie… coś okropnego. Miałem się raczej za długodystansowca, czasami wręcz byłem zirytowany, że nawet najlepsze i najdroższe zabawki muszę pracować trochę za długo, a ja, zamiast przyjemności, wręcz się irytowałem. Z TENGA Flip Zero EV problem jest odwrotny – jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajony, to początki będą… szybkie. I krótkie. Choć nie da się zaprzeczyć – cholernie przyjemne. To maleństwo ssie lepiej niż [tu wstaw odpowiednią rzecz, którą uznajesz za ideał ssania, chociaż może nie odkurzacz, oszczędź moją wyobraźnię]!

Powiem nawet więcej – dobrze wiesz, że recenzowałem już kilka zabawek, które albo zostały specjalnie zaprojektowane do zwiększania twojej seksualnej wytrzymałości, albo nie zostały, ale z powodzeniem mogły zapewnić taką funkcję. Nic nie stoi na przeszkodzie, byś w taki sposób wykorzystał i Flip Zero. Oczywiście nic za darmo – nie oczekuj efektów po dwóch dniach stosowania, jeśli jednak się postarasz (ja się postarałem), to całkiem wydatnie powinieneś zwiększyć swoje możliwości już po kilku tygodniach. Ale łysym z Brazzers to nie zostaniemy, ani ja, ani ty. Smutne, no ale… takie jest życie. Zostań chociaż połową łysego z Brazzers, partnerka raczej nie będzie narzekać.

Drogo, ale warto

TENGA Flip Zero EV to zdecydowanie wyższa półka cenowa w tym segmencie (szczególnie w przeliczeniu na naszą walutę), ale… cholera, jest tego warta! Przede wszystkim to masturbator tak żenujący łatwy w użyciu, że pewnie nawet nie zajrzysz do instrukcji obsługi – dosłownie wkładasz i jedziesz. No ale dobra, zapoznaj się z trybami pracy tego cudeńka, żebyś nie jechał cały czas na domyślnym. Jednorazowo naładowana bateria wystarczy na jakieś czterdzieści do pięćdziesięciu minut pracy, więc nie musisz się spieszyć z poznawaniem możliwości swojego nabytku. A, baterię ładuje się jakieś półtorej godziny, więc zdecydowanie szybciej niż w przypadku konkurencyjnych akcesoriów.

Na plus – kompaktowość. Inni recenzenci czy miłośnicy erotycznych gadżetów często i gęsto wspominają, że duże rozmiary zabawki bywają naprawdę upierdliwe (a niektórzy producenci naprawdę przeginają pałę i fundują nam urządzenia OGROMNE. Weź to potem, cholera jasna, ukryj przed niepożądanymi spojrzeniami). Z drugiej strony… jeśli natura obdarzyła cię nad wyraz hojnie, to sobie nie poużywasz, całość ma jakieś piętnaście centymetrów długości z małym hakiem. Znakomita większość populacji narzekać nie będzie, no ale może się zdarzyć, że ty akurat będziesz miał powody do niezadowolenia.

Na cholernie wielki, zajebiście wielki plus – czyszczenie. Nie oszukujmy się, w przypadku wielu masturbatorów to najbardziej wkur…zająca część, szczególnie że czasami dostęp do rękawa czy jakiejś tam innej części jest albo utrudniony, albo wręcz niemożliwy i trzeba sobie radzić za pomocą specjalnych (i to nietanich) proszków czy tradycyjnie, kranem i dłuuuugim płukaniem. Zapomnij o tych problemach z TENGA Flip Zero EV, bo możesz go myć nawet w zmywarce, chociaż jakoś nie miałbym ochoty jeść z talerzy umytych razem z tą zabawką. A na serio: Flip Zero jest całkowicie wodoodporny, więc po prostu wrzuć go pod strumień wody i wyczyść, nie martw się żadną elektroniką czy innym podatnym na wilgoć tałatajstwem. Naprawdę uwielbiam producentów, którzy dbają o wygodę także w zakresie sprzątania po sobie. Tylko ładowarki to NIE czyść (a, skoro już o ładowarce, to ładowanie odbywa się tu drogą indukcji, nie musisz się martwić, że zalejesz jakieś styki czy wtyczki. No ale jak mówię, ładowarki to wodą nie tykaj).

Werdykt?

Nie lubię większych jednorazowych wydatków – psychologicznie zawsze wyglądają gorzej niż kilka mniejszych zakupów rozłożonych w czasie. Czy jednak w przypadku masturbatora powinno się oszczędzać na dobrym jakościowo produkcie, który posłuży przez lata (i który cechuje się jednocześnie łatwością użytkowania oraz kilkoma innymi ciekawymi rozwiązaniami)? Z pewnością będzie to lepszy zakup niż kilku tańszych, takich sobie masturbatorów. Kupuj śmiało, szczególnie jeśli nie przemawiają do ciebie bardziej zaawansowane technologiczne rozwiązania – to cudo bije klasyczne masturbatory i sztuczne cipki na głowę!