Hot Octopuss Pulse 3

Masturbator masturbatorem pogania

Wspominałem już, że pomysłowość producentów nie zna granic – potrafią oni wyposażyć swoje zabawki w funkcje lub kształty, o których nie śniło się nawet proktologom, a wszystko to w celu zapewnienia użytkownikowi maksimum dobrej zabawy. Powiedzmy sobie szczerze – jeśli zdrowy facet pozostaje przy gumowej sztucznej cipce z chińskiego bazaru, to znaczy to tylko tyle, że nie interesował się bardziej zaawansowanymi urządzeniami z wyższej półki.

Hot Octopuss Pulse III intryguje już samą nazwą – ośmiornica raczej nie kojarzy nam się z czymś miłym, przytulnym i przyjemnym w dotyku. Wręcz przeciwnie – każdy z nas wyobraża sobie te oślizgłe, wijące się macki. Sama myśl o byciu dotykanym (i to w TAKIM miejscu) przez te stworzenia sprawia, że mimowolnie się wzdrygam. Na szczęście Octopuss Pulse III jest gadżetem zaskakująco przyjemnym, a już na pewno zaprojektowanym tak, by wyróżniać się na tle konkurencji.

Obudowa urządzenia jest dość nietypowa, szczególnie jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do bardziej klasycznych kształtów latarkowo-głośnikowych (czyli dobrych 90% męskich masturbatorów dostępnych na rynku – oczywiście to nie zarzut, bo producenci radzą sobie z tym designem całkiem nieźle, a i nie oszukujmy się, to nie jest najważniejsza cecha urządzenia). Przypomina raczej coś w stylu niezamkniętej tuby, w którą możemy włożyć naszego małego przyjaciela – co więcej, silnik umieszczony jest w dole obudowy, więc nie ma tu mowy o jednoczesnej stymulacji całego członka. I, wbrew temu co można by sądzić, to wcale nie wada – opływowy kształt urządzenia sprawia, że możemy dość dowolnie manipulować jego położeniem i testować, które z nich dostarczy nam najwięcej przyjemności. Lub po prostu urozmaicać sobie położenie źródła zajebistej rozkoszy. Jeśli pamiętasz lub słyszałeś o Cobra Libre, to dobrze wiesz, jak działa Octopuss Pulse III.

Co w środku?

Zewnętrzna powłoka jest gładka, ale lubryfikant – obowiązkowo. Silniczek pozwala na ustawienie jednej z pięciu różnych opcji wibrowania, a wspomniane wcześniej „niedomknięcie” obudowy – w kształcie skrzydeł – pozwala jednocześnie na zamontowanie Octopussa na naszym przyjacielu (jazda bez trzymanki!), lub na przesuwanie go w górę i w dół. Jak ci wygodniej – jeśli jesteś leniem (tak jak ja, ale to już pewnie wiesz), to pewnie staniesz się absolutnym miłośnikiem pierwszej opcji. No i wspomniane wyżej kilka różnych opcji wibrowania pozwala dość łatwo dostosować intensywność przyjemności – możesz się nią zarówno rozkoszować przez dłuższą chwilę, jak i zafundować sobie szybką, pojedynczą sesję. Na wielki plus – nie musisz wcześniej postarać się o erekcję, możesz śmiało włożyć i bez tego. Urządzenie zadba już o resztę. Nie ukrywam, że czasami irytuje mnie wymóg „stania”, zanim zacznę się bawić – tracę niepotrzebny czas, czasami bardziej zmuszając się do erekcji, niż zachęcając. Octopuss Pulse III pozwoli ci uniknąć takich przykrych sytuacji. „Wyręczy cię” będzie tu aż nazbyt dwuznaczne.

Wspominałem także, że skrzydła są elastyczne i dopasowują się do ciebie, nawet jeśli Matka Natura wyposażyła cię bardziej niż hojnie, a twoja partnerka nie chce wypuścić cię z łóżka? Nie? No to już wiesz, jaką rolę pełni ten element. Aczkolwiek jeśli masz stosunkowo długiego, to długość wewnętrzna zabawki (jakieś 10 centymetrów) może okazać się niewystarczająca i jednak będziesz musiał pomóc sobie podczas zabawy rękoma. Ale wciąż nie musisz. Przede wszystkim skup się na znalezieniu takiego miejsca i położenia, w którym będzie ci najfajniej – ja tak zrobiłem i tym samym sprowadziłem rolę recenzowanego gadżetu do „włącz i zapomnij”. Nie żeby to zapomnienie trwało długo, zabawka jest zaskakująco „wydajna” w robieniu dobrze.

Zaskoczony byłem także przy otwieraniu pudełka – oprócz standardowej zawartości producent dołączył także skórzany woreczek na Octopussa, rzecz to raczej rzadko spotykana nawet w segmencie premium męskich zabawek erotycznych. Szkoda jednak, że nie pomyślano nawet o niepozornym zabezpieczeniu na spermę – postaraj się nie zapaskudzić pościeli, twoje życiodajne płyny nie mają gdzie się schować. Taki minus otwartej obudowy. Dopóki producent nie wymyśli jakiegoś akcesorium, po prostu staraj się nie celować w newralgiczną część wyposażenia pokoju – oszczędzisz sobie sprzątania. 

Bezpieczny i wygodny

Oczywiście cała zabawka została wykonana z materiałów, które są bezpieczne dla zdrowia i skóry – bez takiego świństwa jak lateks i inne dziwne związki chemiczne. Czyszczenie jest absolutnie i żenująco proste, gdyż całość jest wodoodporna – śmiało wsadź Octopussa pod kran i doprowadź go do porządku po zakończonej zabawie. Ładowarka jest magnetyczna, więc nie zalejesz sobie wtyków i innych wrażliwych na wilgoć miejsc. Bateria wytrzymuje około godziny (całkiem niezły wynik), ładowanie zaś trwa jakieś trzy.

Czy jestem zadowolony? Zdecydowanie – chociaż logika podpowiada, że trudno czerpać przyjemność z zabawki działającej punktowo, to praktyka szybko przeciwstawia się tym rozmyślaniom i udowadnia, że to zaskakująco ciekawy sposób na urozmaicenie swoich samotnych zabaw (a gdyby interesowały was te niesamotne, to poszukajcie modelu z Duo w nazwie). Oczywiście Hot Octopuss Pulse III to raczej zabawka dla tych, którzy chcą odrobinę poeksperymentować – ale zakładam, że chcesz. Gdyby było inaczej, kupiłbyś sobie coś z pełnym rękawem, prawda?

Jeśli to cię nie przekonało, to wspomnę jeszcze, że cena Octopussa III jest bardzo miła – to cacko kosztuje nawet połowę mniej niż konkurencyjne rozwiązania, a z pewnością zapewni znacznie większy zakres zabawy niż urządzenia z półotwartą obudową (które na dodatek mogą okazać się mniej poręczne.