Fleshlight Turbo

Magiczna różdżka. Nie, nie od Harry’ego

Jeśli jesteś erotycznym maniakiem i rynek erotycznych gadżetów znasz lepiej niż własną kieszeń, to chyba nie musisz czytać dalej, bo Fleshlight Turbo Thrust pewnie już idzie do ciebie pocztą, a może nawet stoi dumnie wyeksponowany w twojej kolekcji. Nieważne – w każdym razie pewnie słyszałeś o tym produkcie, Fleshlight przez lata wypracował sobie przecież zasłużone miano jednego z najlepszych producentów gadżetów erotycznych w branży. Nie znasz? Nie słyszałeś? Cała twoja wiedza o zabawkach dla facetów ogranicza się do śmiesznych gumowych cipek, które bardziej irytują, niż faktycznie pomagają się zaspokoić? Drogi przyjacielu, zostań na chwilę i posłuchaj!

Nie powinienem przesadzać, bo w końcu to recenzja, ale trudno powstrzymać się od entuzjazmu, gdy producent swój grzeczno-niegrzeczny spot reklamowy tytułuje słowami „The best unlimited blowjobs”. Oczy świecą się na samą myśl o tym, że w końcu nie będziemy uzależnieni od partnerki, która może kręcić nosem na taką formę dawania sobie wzajemnie przyjemności (lub, co gorsza, być wręcz obrzydzona samym pomysłem – wtedy sorry, stary, ale masz przerąbane, a lodziki zobaczysz co najwyżej na PornHubie). Zainteresowany? To dobrze, tym bardziej, że Turbo… występuje w dwóch wersjach! Wybierz mądrze!

Lodzik na każdą okazję

Oczywiście – produkty Fleshlighta jak zwykle przypominają latarki (przy takiej nazwy firmy trudno, by przypominały cokolwiek innego, chyba że designer postanowiłby być niezwykle dowcipny). Nie, nie licz na to, że na pewno zostaną pomylone z latarkami, gdy odkryje je ktoś, kto odkryć nie powinien, na przykład kolega z pracy albo teściowa. No ale chyba nie będziesz trzymał tej czarno-jaskrawej tuby na widoku?

Fleshlight jak zwykle dba o dyskrecję – Turbo dostarczany jest w nieoznakowanym pudełku (bez zajrzenia do środka nikt nie odkryje waszej słodkiej tajemnicy). Ignition – niebieski, stworzony z bezpiecznego, nietoksycznego materiału, z trójstopniowym zakresem stymulacji (usta, język, gardło), długość ponad 20 centymetrów. Jeśli jesteś miłośnikiem NAPRAWDĘ głębokiego gardła, to Ignition jest w sam raz dla ciebie, ogierze! Tylko nie rozsadź tej zabawki!

Thrust wygląda bardzo podobnie – również trójstopniowa stymulacja, ta sama długość i podobnie przyjemny, odpowiednio zaprojektowany materiał. Na pierwszy rzut oka różni się tylko kolorem – w tym przypadku mamy do czynienia z jaskrawym pomarańczowym. Obie „maszyny do robienia loda” mają plastikowe tuleje łączące je z elastycznym rękawem. Druga, bardziej istotna różnica między zabawkami to faktura – w obu przypadkach zaprojektowana jednak tak, by jak najlepiej oddać tak ukochaną przez praktycznie wszystkich facetów rzecz. Cytując już kultową wypowiedź: „Science, bitch!”.

No i co więcej?

W pudełku oczywiście standard – sama zabawka, instrukcja obsługi (zaskakująco przydatna, to nie tylko zlepek bezużytecznych informacji, które producent podać musi, bo narzuca mu to prawo, lecz między innymi informacja na temat rozgrzania rękawa przed użyciem) no i oczywiście próbka lubryfikantu na bazie wody (niewielka, dlatego jeśli planujesz bardziej intensywne użytkowanie, zaopatrz się w odpowiedni zapas już wcześniej). Niestety na więcej nie możesz liczyć – jeśli potrzebujesz jakiegoś zgrabnego etui czy torby, to musisz zaopatrzyć się w nie we własnym zakresie. Na szczęście zabawka nie jest bardzo duża, od biedy przewieziesz ją czy to w walizce, czy plecaku.

No ale dobra, estetyka to jedno (osobiście uważam, że kolory materiału są trochę zbyt krzykliwe, no ale to przecież ma działać, nie wyglądać), ale jak praktyka? Zaskakująco dobrze – lodzik bez kręcenia nosem i ostentacyjnego krztuszenia się zawsze będzie dobrym lodzikiem! A na poważnie: Turbo są dość wytrzymałe, więc naprawdę będziesz miał wrażenie, że ładujesz się w konkretne miejsce, a nie tylko sflaczały, bezużyteczny rękaw taniej zabawki. Oczywiście, nie zastąpi to prawdziwego orala, ale jako namiastka – jest naprawdę fajne. No i dostępne w każdej chwili, nie musisz się zdawać na humory swojej dziewczyny.

Niech cię nie zrazi pozornie mało ciekawa waga zabawki – faktycznie, biorąc ją do ręki można odnieść wrażenie, że producent, nomen omen, przegiął pałę (a co dopiero mówić o potencjalnym przegięciu twojej, co na pewno dobrze by się nie skończyło), ale jednak podczas użytkowania jest ona całkiem sensowna i raczej niedokuczliwa.

Minusem może być przezroczysta obudowa, ale rozwiązanie jest bardzo proste – nie musisz patrzeć! A jeśli jesteś miłośnikiem wizualnych doznań, to i tak popatrzysz. Przed użyciem pamiętaj jednak, by rozgrzać swoją zabawkę ciepłą wodą – ja popełniłem ten błąd i postanowiłem użyć Turbo zaraz po rozpakowaniu. Jeśli chcesz poczuć namiastkę nekrofilskich lodowatych ust, to to doskonała opcja – ale raczej średnio przyjemna.

Wciąż niezaprzeczalną zaletą Fleshlighta Turbo jest fakt, że możesz z nim robić rzeczy, które twoja partnerka, nawet na jedną noc, mogłaby raczej odrzucić na etapie samej propozycji – w końcu nie każda kobieta jest miłośniczką seksu oralnego. Śmiało testuj, co sprawia ci największą przyjemność – Turbo daje w tej kwestii dużą dowolność i raczej szybko ci się nie znudzi. No i nie musisz przejmować się wyczerpaną baterią, gdy akurat najdzie cię na ochota na erotyczne małe co nieco!

Prawie ideał

Niestety Turbo nie zainstalujesz w Launchu, jeśli posiadasz ten stworzony przez Fleshlighta i Kiiroo produkt. A szkoda, bo dołożenie automatycznego posuwu wzniosłoby ten gadżet na wyższy poziom dostarczania przyjemności. No ale nie można mieć w życiu wszystkiego, prawda?