Fleshlight STU

No dalej, ogierze!

Pewnie nie raz, nie dwa i nie trzy przy oglądaniu ulubionego pornosa zazdrościłeś facetowi, który rżnie twoje ulubione aktorki porno. Pięć minut, dziesięć, piętnaście, godzinę (tak tak, zdarzają się i tacy skubańcy!). Pewnie chciałbyś być na ich miejscu, po czym przypominasz sobie, że twoje wyniki są „trochę” mniej imponujące, a już z całą pewnością nie wyobrażasz sobie kilkunastominutowego seksu ze swoją (albo i nie, jak lubisz) partnerką. Chciałbyś to zmienić, co?

Wyluzuj, nie zamierzam sprzedawać ci tu haseł reklamowych, które pewnie widzisz na, nomen omen, chujowych reklamach w sieci. Nie mam żadnych magicznych pigułek czy magicznych zabiegów, które nie tylko pozwolą ci przedłużyć fiuta, ale i sprawią, że staniesz się prawdziwą seks maszyną. No dobra, niebieskie pigułki istnieją, ale przecież nie chodzi ci tylko o to, by po prostu ci stał, prawda?

Dochodzimy więc do sedna: chciałbyś zwiększyć swoją seksualną „wytrzymałość” i mieć dłuższe stosunki, nie? Nie bierz niebieskiej pigułki – weź czerwoną. Pamiętasz słowa Morfeusza z Matrixa?
„Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora.” 

Trening dla twojego przyjaciela

Skoro już ustaliliśmy, że nie istnieją żadne magiczne środki, które sprawią, że staniesz się długodystansowym jebaką, to ustalmy, co tak naprawdę powinieneś zrobić. To jak z siłownią – no pain, no gain!

Fleshlight Stamina Training Unit – w skrócie STU. To właśnie gadżet dla ciebie. Nie, nie dla ciebie – dla twojego przyjaciela, ty skorzystasz przy okazji. Co kryje się pod dość tajemniczą nazwą? No cóż, pod względem designu twórcy Ameryki nie odkryli, ty także nie będziesz Kolumbem 2, jeśli stwierdzisz, że to po prostu masturbator czy, jeśli wolisz dosadniej, sztuczna cipka. W sumie to drugie określenie jest nawet trafniejsze, patrząc na wiadomy wygląd. Ja z kolei nie będę Kolumbem 3 – tak, to masturbator. Tak, próbowałem. Gdzie więc tkwi najważniejszy element tego produktu?

Pewnie kojarzysz inne zabawki tego typu i doskonale wiesz, że kluczem do sukcesu jest rękaw – w masturbatorach dobrej jakości stworzony jest często z opatentowanego, bardzo przyjemnego i fakturowanego materiału, w tych chińskich no-name można się poczuć jak po włożeniu pewnej części ciała w tarkę do mięsa. Boli na samą myśl, co?

STU wyróżnia się na tle podobnych produktów tym, co znajdziemy w jego wnętrzu – rękaw nie tylko nie jest gładki, ale wręcz najeżony miękkimi wypustkami, które dość wydatnie zmniejszają dostępną tam przestrzeń. Ba, powiem więcej! Pierwsze użycie STU może cię nielicho zaskoczyć, gdy odkryjesz, że… twój nabytek stawia opór! Wcale nie tak łatwo wsadzić w niego wyprężonego i gotowego przyjaciela.

To oczywiście nieprzypadkowe – przecież nie kupiłeś Stamina Training Unit tylko po to, by cieszyć się dobrą zabawą, prawda? Rola tej ciasnoty jest jedna – pozwolić ci na lepszą kontrolę w trakcie stosunku. Będziesz też musiał się trochę napocić, by faktycznie zrobić swoje. Nawiasem mówiąc – próbuj tego w domu, ale bez lubryfikantu to nie podchodź. Niektórzy polecają też przed treningiem przepłukać wnętrze ciepłą (ale nie wrzącą!) wodą, ponoć świetnie potęguje to doznania. Producent dostarcza też niewielką porcję lubryfikantu (pamiętaj, żeby używać tych na bazie wody, olej i inne związki są niebezpieczne dla rękawa – oczywiście nie muszą, ale lepiej dmuchać na zimne). Pamiętaj jednak, by nie sprawdzać instrukcji już po – nawet jeśli jesteś jak ja, prawdziwym Polakiem, i zaglądasz tam dopiero, gdy coś spieprzysz! Fleshlight dołącza odpowiednie informacje, jak uczynić użytek z jego produktu odpowiednim. Mówię poważnie, sprawdź tę ulotkę, bo ciasnota STU w ekstremalnym przypadku może zrobić ci kuku, jeśli zlekceważysz rolę, jaką pełni ten sprzęt!

Początki mogą być mało obiecujące – ciasnota STU oczywiście sprawia, że twoje doznania są intensywne jak jasna cholera i raczej jeszcze skracasz swój dystans, choć powinno być na odwrót. Ale nie zrażaj się – też miałem na początku wątpliwości, czy nie zostałem zrobiony w konia (świetny żart, nie?). Kilka użyć i nabierzesz wprawy – zarówno w kontroli rytmu, jak i swojej techniki. Ale oczywiście nie zapominaj, że to tylko praktyczna teoria, praktyczną praktykę powinieneś zaliczyć przy, jakżeby inaczej, zaliczaniu!

Jak mogę ocenić użytkowanie STU po kilku tygodniach i co najmniej kilkudziesięciu ciekawych sesjach? Początkowo oceniałem cały wynalazek na równi z szamańskimi rytuałami i tajemniczymi maściami czy tabletkami – wiecie, mowa o tych specyfikach, które powodują spustoszenie co najwyżej w portfelu, nie w sypialni. Nie byłem więc ufny i na początku wręcz celowo negowałem pozytywne efekty stosowania tego wynalazku, ale dziś… Psiakrew, naprawdę muszę stwierdzić, nawet jako sceptyk wobec tego typu obietnic, że długotrwałe stosowanie STU naprawdę może wam pomóc w łóżku. Oczywiście zapomnijcie o wielogodzinnych maratonach rżnięcia – osiągnięcie tego nawet z odpowiednimi specyfikami byłoby bardzo trudne. Jednak wydłużenie do kilku, może nawet kilkunastu minut? To możliwe, nawet jeśli wasza partnerka będzie twierdzić, że wcale nie!*

*Tylko jej nie zamęcz!

Nie masz dziewczyny?

W istocie, samodzielna kontrola postępów może być kłopotliwa w ich oszacowaniu. Nie oznacza to oczywiście, że powinieneś wyrabiać kartę stałego klienta w najbliższym burdelu lub chociaż płacić za premium na Tinderze, bo możesz zamówić Vstrokera – erotyczny odpowiednik konsolowego Kinecta. Zamawiasz, podłączasz do swojego Fleshlighta i właśnie uzyskałeś swój własny system przechwytywania ruchu, a raczej ruchania – a już odpowiednie algorytmy ocenią, czy jesteś w te klocki dobry, czy może powinieneś jeszcze potrenować. Fajna rzecz, ale pamiętaj, że w przeciwieństwie do Kinecta raczej nie nadaje się do wspólnej zabawy ze znajomymi.

Łatwe użytkowanie

Chociaż rękaw STU może wydawać się prawdziwą katorgą do celów innych niż ćwiczenie swojego małego przyjaciela, to w praktyce szybko okazuje się, że jego użytkowanie jest nawet wygodniejsze niż ma to miejsce w innych modelach masturbatorów, bez tej całej „staminowej” otoczki. Czyszczenie tak naprawdę może ograniczyć się do podstawienia rękawa pod kran z ciepłą wodą i porządne wypłukanie – nic prostszego!

Przyznaję, że jestem zaskoczony Stamina Training Unit – mamy XXI wiek, sieć jest dosłownie zawalona podejrzanymi reklamami i ofertami obiecującymi przerobienie nas na seksmaszynę. Ile prawdy w tym marketingowo-oszukańczym bełkocie – każdy z nas wie. STU nie ma jednak nic wspólnego z tajemniczymi specyfikami z chińskich fabryk: ta zabawka naprawdę oferuje nam konkretne efekty, tyle że po prostu wymaga. Nie oczekuj, że włożysz raz i już będziesz mógł zaliczyć trzy panienki w ciągu godziny – ale na pewno będziesz na dobrej drodze przy kilkutygodniowym użytkowaniu. Moja dziewczyna potwierdza – a uwierz mi, że sił i energii ma tyle, że jest zdolna człowieka zajechać.